To już kolejna po Dziku Dzikusie i Tarmosi książka z serii Zwierzaki wydawnictwa Agora dla dzieci która podbiła nasze serca.
Bercia i Orson, najnowsza książka Tomasza Samojlika to opowieść o dwóch malutkich niedźwiadkach i ich mamie, Turi. Ale również historia ludzi mieszkających na skraju lasu. Losy jednych i drugich splatają się na krótki moment, który dla wszystkich okaże się być bardzo znaczący.
Jak zwykle u Tomasza Samojlika frajdę z czytania będą miały nie tylko dzieci, ale i dorośli!
Zwłaszcza mamom książka dostarczy wielu wzruszeń. Bercia i Orson to pierwsze dzieci Turi. Niedźwiedzica dopiero uczy się jak być mamą, jest pełna lęków i obaw, zwłaszcza, że obecność ludzi zmusza ją do ucieczki z miejsca, w którym dotychczas mieszkała i w którym mogła liczyć na wsparcie niedźwiedzich ciotek. Poznajemy ją w trakcie wędrówki z dwójką niesfornych brzdąców, które karmione są jeszcze jej mlekiem.
Niełatwo być rodzicem, nie muszę Was o tym przekonywać. Zwłaszcza, kiedy z dwójką całkowicie zależnych od siebie maluchów trzeba szukać nowego domu, uciekać przed niebezpieczeństwem (człowiekiem), dbając jednocześnie o to, by dzieci miały czas się rozwijać i poznawać świat. Tak w końcu nakazuje kodeks misiowej mamy, który ciotki nakazały przestrzegać Turi, zanim odeszła.
Bercia i Orson są typowym rodzeństwem. W ich sprzeczkach, zabawach, rozmowach osoby, które mają więcej niż jedno dziecko z pewnością zobaczą scenki, które znają z własnych domów i to aż za dobrze. Bercia jest starsza (o te kilka minut, które dzielą czas przyjścia na świat bliźniąt) więc, ku rozpaczy mamy, zbytnio wczuwa się w rolę starszej siostry i próbuje przywoływać brata do porządku. Próbuje być tą rozsądniejszą i ostrożniejszą. Orson to z kolei psotnik i poszukiwacz przygód. Wciąż jeszcze bardzo nieporadny.
Nic dziwnego, że w pewnym momencie zmęczona Turi ulega dzieciom i zamiast kontynuować podróż, postanawia zatrzymać się w miejscu, co do którego ma wątpliwości czy jest już bezpieczną przystanią. Wyczerpana karmi dzieci i zasypia kamiennym snem. Maluchy potrzebują mniej czasu na regenerację, więc budzą się przed mamą. Skuszone pięknym zapachem oddalają się od miejsca odpoczynku. I spotykają wielkiego niedźwiedzia, samca, Karhu („w środku jest bezdźwięczne h”, jak lubi podkreślać właściciel imienia), na którego z uporem będą wołać „Karku” (trudno się oprzeć wrażeniu, że ten przydomek pasuje do niego bardziej niż oryginalne imię 😉 ).
Trzeba Wam wiedzieć, że samce niedźwiedzi są bardzo niebezpieczne dla młodych. Nie bez powodu niedźwiedzie mamy trzymają się od nich z daleka. Kakhu czasy świetności ma już jednak za sobą, zgnuśniał i roztył się wyjadając śmieci pozostawione w lesie i okolicach przez ludzi. Choć maluchy bardzo go irytują nie robi im krzywdy. Tymczasem Turi budzi się, nie widzi dzieci i rozpoczyna paniczne poszukiwania
Równolegle poznajemy pewnego listonosza, który przybywa do lasu dostarczyć paczkę do domu stojącego w leśnej gęstwinie. Listonosz ma ambicje zostać detektywem. Jego metody dedukcji (wątpliwe) i próby śledzenia (średnio udane) mieszkanki leśnej chatki upewniają go w przekonaniu, że trafił na osobę, która zajmuję się kłusownictwem. Postanawia stanąć w obronie zwierząt.
Nie zdradzę w jakiej sytacji spotkają się listonosz i niedźwiedzie, ale na pewno domyślacie się, że skoro w sprawę zamieszany jest kłusownik, to wydarzenia mogą być dość dramatyczne.
Historia trzyma w napięciu, zwłaszcza, że na początku trudno być pewnym kto jest dobry, a kto zły. Dodatkowo nastrój grozy buduje kruk, który, niczym jednoosobowa loża szyderców, komentuje perypetie Turi i jej młodych, używając przy tym cytatów z Edgara Alana Poe i… piosenek Papa Dance. „Kras i krach!” powtarza nieustannie, nie wierząc, że niedźwiedzica odnajdzie dzieci i że którekolwiek z nich opuści las żywe.
Okazuje się jednak, że w obliczu niebezpieczeństwa zwierzęta mogą nawiązać międzygatunkową współpracę, nie bacząc na to, kto zwykle jest na szczycie łańcucha pokarmowego. I że czasem współpracować można nawet z człowieczką. Zwłaszcza, jeśli ta od dłuższego czasu udowadnia, że ma dobre intencje.
Kiedy emocje opadają, kiedy sprawiedliwości staje się zadość w lesie robi się od razu spokojniej i weselej. A Turi przypomina sobie, że najważniejszy punkt kodeksu misiowej mamy brzmi „kochaj i przytulaj”.
Tomasz Samojlik, jak zwykle w swoich książkach, przemycił mnóstwo wiedzy przyrodniczej. Dzieci dowiedzą się wiele o niedźwiedzich zwyczajach, ich diecie i o tym co robić (albo raczej czego nie robić), żeby ludzie i te wielkie ssaki mogli żyć obok siebie nie stwarzając dla siebie nawzajem niebezpieczeństwa.
Historię uzupełniają piękne ilustracje Eli Wasiuczyńskiej, która zadbała o to, żeby z fotograficzna dokładnością oddać cechy szczególne rożnych gatunków zwierząt.
Kategorie/wiek: 3-6 6-8 8+